Najbliższe Plenery

Listopad 2011 - Bieszczady

Najbliższe Wystawy

Marzec 2012 - Jarosław
"Skrzydlate Podkarpacie"

Zaloguj się



Zdjęcie miesiąca

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 2 gości 
Wizyt dzisiaj: 7
Wizyt wogóle: 26358

stat4u
Zaskoczeni przez Bieszczady. Stuposiany 3-5.XII.2010r. PDF Drukuj Email
Wpisany przez Karolina Futyma   
niedziela, 12 grudnia 2010 00:28

Tym razem to Biesy wygrały z plenerowiczami. Planowany na 3 grudnia plener KGT odbył się w warunkach prawie wiosennych. Jechaliśmy do Stuposian już pod osłoną nocy, w drodze z Prezesem zmówiliśmy szybko pacierz o dobre warunki atmosferyczne, turystyczne i lokalowe (tak w razie jakby było za mało łóżek) i o dziwo nasze błagalne prośby zostały wysłuchane. Niestety tylko w połowie. Czarny asfalt wprawdzie sprzyjał jeździe ale nie zapowiadała się nam pogoda na kolejne dni i wyjścia w wyższe partie Bieszczad. Tradycyjna „żurkowo-kiełbasiana” kolacja została zastąpiona pachnącym popcornem, który nieco namieszał w mikrofalówce powodując ulatniający się zapach masła lub jak kto woli budyniu śmietankowego. Należy nadmienić, iż zaszczycił nas swoją obecnością przyszły członek klubu Jacek Poddobiński wraz z żoną Gosią, który złożył tym samym na ręce Prezesa deklarację członkowską. Trzeba przyznać, że Jacek „czuje ptaki”, może to i brzmi frywolnie ale tak wyczekać moment na ich pojawienie się potrafią tylko nieliczni. Przywiózł ze sobą w ramach „wkupienia się” album z kilkunastoma zdjęciami, a w nim żołny, błotniaki stawowe i zimorodki. Całość dopracowana w najdrobniejszych szczegółach, aż trudno było oderwać oczy. Przekonałam się o jego pasji następnego dnia, kiedy wyruszyliśmy na Przełęcz Bukowską.

Razem z Kasią, Prezesem i oczywiście Jackiem i Gosią pokonaliśmy 16 km przy kilkunastu stopniowym mrozie. Ale to nic. Nasze kochane Biesy zgotowały nam niespodziankę w postaci zbitego lodu na drodze od Wołosatego do samej Przełęczy, który wyglądał jak wzburzone morze, na dodatek należało nauczyć się chodzić jak modelki z Tap Madl, gdyż wyżłobione (zapewne przez straż graniczną) ślady po quadach były szerokości 20 cm, a więc jedna stopa za drugą... i tak przez jakieś 5 godz. Towarzyszył nam malutki gil ze swoim pomarańczowym brzuszkiem, którego Kasia usilnie chciała sfotografować, niestety, z każdym naszym bliższym podejściem, ptaszek uciekał na kolejną gałązkę i tak pokonałyśmy 200m skradając się do niego. Na górze w wiacie czekał już na nas nasz drogi Prezes, w chwilę później pojawili się Poddobińscy z kubkiem gorącej kawy. O wybawienie nasze! Wyjść w góry bez czegoś ciepłego do picia, w ogóle wyjść bez picia…tak potrafią tylko blondynki :) W drodze powrotnej Jacek z żoną „zapolowali” na tego gila profesjonalnie. Wróciliśmy do głodni i spragnieni, wcześniej nie przeszkadzało nam spożywanie śniegu, który w niektórych miejscach nie wiedzieć czemu był gorzkawy w smaku…przypomnę, że Łukasz szedł przed nami. Pyszny obiad w brzuszkach, więc można było podyskutować o wspólnym sylwestrze i planach na kolejne plenery. Zapowiada się ciekawy styczeń z kuligiem w tle, oby tylko pogoda nam dopisała i spadło przynajmniej 3 metry śniegu. A co! Pośmialiśmy i powskakiwaliśmy do łóżek posłuchać opowieści Prezesa o minionych czasach, kiedy to wszyscy byli piękni i młodzi. Zaplanowany wschód słońca na sobotę się nie odbył, pogoda nam się załamała i ograniczyła widoczność. W niedzielę rano wyruszyliśmy na krótki spacer w okolicę Stuposiańskiej strażnicy, natrafiliśmy na retorty, czyli duże, stalowe piece służące do wypalania węgla drzewnego w warunkach leśnych. Kilka pamiątkowych „słit foci” i można wracać do domku.

Zapomniałabym! Na plenerze pojawił się razem z naszą koleżanką Anetą jej syn – Michał, którego serdecznie pozdrawiamy.

Poprawiony: niedziela, 12 grudnia 2010 00:30